Wspomnienia Zdzisława Jurkowskiego
Moje przeżycia wojenne.
Moje przeżycia wojenne były bardzo urozmaicone. Dzień przed wojną zaczęła się ewakuacja Sądu, Urzędu Skarbowego, Inspektoratu i innych urzędów. Patrząc na to wszystko, przykro mi się zrobiło, że wszyscy opuszczają piękne miasto Wadowice. Więc prosiłem tatusia, żebyśmy również wyjechali. Tatuś początkowo nie chciał mnie wysłuchać lecz w końcu dał się uprosić i kazał się pakować. Bardzo ucieszyłem się i pakowałem moje manatki tj.: książki, mundur harcerski, laskę i wędki. Dzień wyjazdu został wyznaczony na drugi dzień rano. Już całą noc nie spałem, gdyż śniłem tylko o jutrzejszej podróży. Co kilka godzin patrzyłem na zegar i niecierpliwiłem się. Nareszcie nadeszła godzina jazdy. Tatuś kazał bratu podjeżdżać. Auto stanęło pod domem. Nie czekając na wszystkich wsiadłem pierwszy. Za chwilę siadła cała rodzina i wyruszyliśmy w drogę. Początkowo droga była dobra. Dojechaliśmy szczęśliwie do Krakowa, gdzie mieliśmy kupić benzyny. Podjeżdżamy pod stację benzynową. Okazało się że benzyny nie dostanie, gdyż jest zarekwirowana przez wojsko. Ogarnęła mnie rozpacz. Lecz po chwili brat mówi, że ma tu znajomego szofera, który z pewnością będzie miał. Rzeczywiście. Benzyny dostarczył pełny bak a nawet kupił brat dwie bańki i zapełnił je. Z Krakowa nie mogliśmy wyjechać, gdyż był ogłoszony alarm. Musieliśmy czekać półtorej godziny. Po odwołanym alarmie ruszyliśmy w dalszą drogę. Droga prowadziła do Pińczowa. Dojechaliśmy do miejscowości Mogiła w której to motor zaczął defektować, lecz to prędko usunięto i ruszyliśmy dalej. Po drodze widzieliśmy krążące samoloty niemieckie. Dojechaliśmy do miasta Działoszyc w którym było dużo sklepów pozamykanych żydowskich. Ujechaliśmy już kilka kilometrów za Działoszyce [-] motor przestaje działać. No teraz, pomyślałem sobie, że już nasza podróż jest skończona. Lecz po kilku minutach położyliśmy się spać, gdyż godzina była 9 wieczór. Ponieważ stało się to na drodze otoczonej lasami, więc musieliśmy spać w aucie, a brat namówił mnie i poszliśmy spać do lasku. Rano brat budzi mnie i mówi że ma dobry pomysł. Wykombinował mając konie u chłopa zaprząc do auta i dojechać do miasta. I tak zrobił. Nawet dosyć prędko znaleźliśmy się w Pińczowie. Lecz tam naprawdę nie można było dostać benzyny, no i dalej wypadało jechać tym luksusowo urządzonym pojazdem. Tatuś poddawał projekt zostawienia auta u kolegi, lecz brat, łudząc się że dostanie benzyny w Busku, nie chciał zostawić go i tak dojechaliśmy do Buska, gdzie mieszka wujek, który przyjął nas gościnie. Tam dopiero skończyła się naprawdę nasza jazda. Wujek był właścicielem młyna w pobliskiej wiosce gdzie znalazłem zajęcie. Co rano łowiłem ryby, które mi bardzo smakowały. Całe dnie przesiadywałem nad stawem i myślałem tylko o rybie i szkole. Lecz nareszcie przyszła upragniona chwila powrotu do Wadowic.
Zdzisław Jurkowski
kl. I B
Tags: Busko, Działoszyce, Jurkowski, Kraków, losy ludności żydowskiej, Mogiła, niekonwencjonalne środki transportu, Pińczów, Wadowice, Zdzisław

Muzeum Miejskie działające w ramach Wadowickiego Centrum Kultury, współpracując z Małopolskim Instytutem Kultury, realizuje projekt pt.: „Blogi’39. Śladami historii ze szkolnych zeszytów”.
Czas trwania pierwszego etapu projektu to 1 czerwiec – 15 listopad 2009 r.









1 Komentarz do “Wspomnienia Zdzisława Jurkowskiego”